I znowu piszę, znowu na chwilę, wśród kilku chwil nieprzyjemnych.
Powinnam poprosić o pomoc, chce poprosić, nie mam kogo. Od tylu już lat chcę, by ktoś zauważył. Tą permanentą nieprawdę, to kłamstwo perfidne. Żeby zauważył.
Jestem zmęczona. Tak bardzo zmęczona.
Jestem też smutna.
Czemu ma to pomóc? Nie wiem.
Zwątpiłam w sens, nigdy nie uwierzyłam tak naprawdę. Nie jestem człowiekiem szczęśliwym.
Chciałabym wyciągnąc rękę, ale nawet na to nie mogę się zdobyć.
POMÓŻ.
Jeżeli osoba, która sprawia nam ból, jest tą samą, do której chcemy zadzwonić, gdy cierpimy, to wszystko poszło nie tak.
skomentuj (0)
Minęło mnóstwo czasu Przepłynęło obok, nie ogladając się na mnie. Ja byłam z przodu. Biegłam. Podjęłam kroki. Wykonałam je, nawet bez specjalnego żalu. Takie powinno być życie, taki powinien być czasu. Upływający, wartki, zabierający w podróż. Obiektywnie, ruchu nie było zbyt wiele. Ale dla mnie, wystarczająco. Nie jestem już tym, kim byłam, ale nie jestem też nikim innym. To skrywała kotara. Znów więc się zatrzymałam. W takiej chwili powinno sie pisać listy, pisanie listów dobrze mi wychodzi. Poziom odpowiedzi można pominąc. W pisaniu najważniejszy jest sam akt, a ja piszę, bo nie potrafię powiedzieć. Teraz mam w głowie dużo słow, choć jednocześnie jest ich tak wiele. Za mało, jak się okazuje. Zresztą poziom bierności zabija nawet ten przebłysk inwencji. Gdybym mogła, usiadłabym i poczekała. Nie mogę. Ale w głębi, w duszy, zamarłam. Jeżeli nic się nie zmieni, dopóki nic się nie zmieni, rozpadnę się.
Porozmawiaj ze mną!
Chyba rzeczywiście powinnam znowu zacząć pisać wiersze. Gdzieś zgubiłam ten ostatni dobry.
Czasami mam wrażenie, że tylko ja nie żyję..
Oddycham nie-powietrzem
Jedząc nie-jem
śpię snem bezsennym
Myślę bez myśli
Czuję nie-czułość...
A obok wszyscy oddychają, jedzą, śpią, myślą i czują naprawdę...
Wszyscy obok żyją..
Tak, ja wiem, że coś jest ni tak.. Tylko co?
"życie ucieka przez palce"
I jeden krok wystarczyłby, aby wszystko zmienić...
I właśnie tego kroku nie można zrobić...
Jak nocny kwiat, którego nikt oprócz gwiazd nie widzi...
Jak porzucony dom, którego ściany nie pachną już snem... W którym nikt się nie śmieje..
Jak zapomniane zdjęcie, pilnujące ostatniej strony w opuszczonej książce..
Jak chmura w kształcie kota, rozpruta samolotowym skrzydłem, zanim ktokolwiek ją zauważył..
Jak śmiech niesłyszany, płacz ignorowany, uczucia stracone...
Jak ja...
Wciąż tak niewidzialna.. Niewidzialna choć świadoma swoich błędów, swoich kolców... Czemu to właśnie je najlepiej widać?
Proszę, przyjdź w nocy, może zobaczysz, jaką jestem naprawdę...Ile znaczę...
Teraz, mimo że siedzieć nie powinnam, posiedze i poczekam... I tak mój bieg już dawno stracił cały impet...
"Tonight I'm just sad and alone. All alone"
Dobranoc?
Za dużo siebie odkryłam, za dużo siebie straciłam.. Myślałam, że Ty, że może, że warto...
Pytałeś, myślałam: "Chce wiedzieć, chce zbliżyć się do mojej prawdy. Do mnie"
Mówiłeś: "Chodź, ze mną, za mną, na trochę". Dopowiadałam: "Tak mi obok Ciebie dobrze"
Myślałam, że tego chcesz naprawdę.. Nie chciałeś..
Jak bardzo pomyliliśmy się w przyszywaniu sobie metek.. Nie do tej szufladki Cię schowałam.. Choć to tam mogłeś mieć wygodnie..
Przepraszam samą siebie, moje karle serce jest na to za małe.. Za puste.. Pozarastane dawnymi bliznami.. Nie bije już tak szybko, tak żywo..
I tylko po co, po co ja to robilam? To złe wybory.. Jak całe moje pieprzone życie to też cechują złe wybory.. Kurwa..
A jednak ten pan z dawnych dni czegoś mnie nauczył.. Zostawiłam sobie miejsce na ucieczkę.. "Ha, zadowolona jesteś?" Nie jestem, do diabła, bardzo nie jestem..
Może nikt mi nie zwróci części mnie, która przy Tobie została.. Okaleczyłeś mnie, nawet tego nie zauważając.. "What a shame".. Sama sobie jestem winna, jak zwykle..
Modlę się, trochę o cud, żebyś dziś wieczorem nie zapytał sam siebie: "Czy ona w ogóle istniała?".. To już by było za dużo..
Najgorsza rzecz: nie pamiętać...
Czy to możliwe, żeby tak dużo stracić i nie szukać powrotu...? Czy to możliwe, żeby czymś zapchać tę pustkę...?
Jak to możliwe, że się tak spaliłyśmy...?
Jak to możliwe, że nie płaczę...? Już od dawna..
Gdy to widziałam w myślach, płakałam...
Czasami warto jest trochę poukładać...
Nawet w tym moim chaosie..
Znaczy się, życiu...
Ale i tak nie wszystko jest jasne...
Kurcze, wcale nie lubię tej brudnej mgły...
Odejdzie?
Tak myślę i się zastanawiam, jak to było tak kochać? jak to było tak oddać komuś serce?
Ech, coś niewiele pamiętam... Dziwne uczucie...
Dlaczego...?
I tylko to bolesne przeczucie, że kochalam naprawdę..